Gdzieś między ostatnim kęsem wczorajszego ciasta a pierwszym spotkaniem w roku twój mózg po cichu przełącza się w tryb przeciążenia.
Pierwszy poniedziałek stycznia, 8:42 rano.
W skrzynce mailowej miga 74 nieprzeczytanych wiadomości. Wyskakuje powiadomienie ze Slacka. Telefon wibruje przypomnieniem „Nowy Rok, Nowy Ty” z aplikacji, której pobrania prawie nie pamiętasz. Kawa już wystygła, a lista rzeczy do zrobienia wygląda jak paragon z zakupów, który nigdy się nie kończy.
Nic strasznego się nie dzieje, a jednak wszystko wydaje się dziwnie ciężkie. Przewijasz, przełączasz karty, odpisujesz na wiadomości „Szybkie pytanie?”, które nigdy nie są szybkie.
Na zewnątrz światło dnia jest blade i krótkie. W środku - w głowie - głośno i ciasno. Powinieneś czuć energię „nowego startu”, ale tak naprawdę czujesz zmęczenie… i odrobinę winy, że jesteś zmęczony już teraz.
Rok ledwo się zaczął, a twoja mentalna przepustowość jest już na limicie.
Dlaczego mózg „zwarcia” dostaje w styczniu
Przejdź się po dowolnym biurze, coworku, a nawet po kuchennym stole przerobionym na „home office” na początku stycznia, a niemal zobaczysz, jak unosi się poznawczy dym. Ludzie wpatrują się w ekrany dłużej, niż piszą. Karty w przeglądarce mnożą się. Ktoś otwiera ten sam dokument trzy razy i zapomina po co. Nazywamy to „powrotem do rytmu”, ale to raczej proszenie mózgu o sprint, zanim w ogóle znajdzie buty.
Na powierzchni styczeń wygląda spokojnie. Bez fajerwerków, bez rodzinnych obiadów do ugotowania. Tylko kalendarz pełen spotkań podpisanych „kickoff”, „strategia” albo „alignment”. Pod spodem jednak obciążenie jest ogromne. Twój mózg żongluje świeżymi celami, starymi problemami przeniesionymi z zeszłego roku oraz cichą presją, by jakoś „podnieść poziom życia” jeszcze przed lutym.
Jedno badanie w Wielkiej Brytanii wykazało, że ludzie zgłaszają najwyższy poziom stresu w pierwszych dwóch tygodniach stycznia - nawet wyższy niż w grudniowym szczycie. Działy HR też to widzą: więcej zwolnień, więcej nieobecnych spojrzeń na wideorozmowach, więcej wiadomości typu „Właśnie nadrabiam zaległości”. Kierowniczka projektów, z którą rozmawiałem/am, prowadzi prywatny „plik styczniowy”, gdzie notuje, ile zadań po prostu przepychanych jest z zeszłego roku bez ponownej oceny.
To coś w rodzaju mentalnego korka. Stare zobowiązania, odłożone decyzje i nowe oczekiwania wjeżdżają jednocześnie na tę samą, wąską rampę twojej uwagi. Zaczynasz rok już spóźniony - nie dlatego, że jesteś leniwy/a, tylko dlatego, że zaległości nigdy tak naprawdę nie dostały resetu. A na poziomie osobistym postanowienia dokładają kolejną warstwę: pij więcej wody, biegaj trzy razy w tygodniu, wreszcie śpij osiem godzin.
Psychologowie mówią o obciążeniu poznawczym - całkowitej ilości wysiłku umysłowego, jakiego mózg używa, by przetwarzać to, co się dzieje. W styczniu to pokrętło idzie w górę. Rutyny, które zwykle działają półautomatycznie, zostają rozbite przez święta. Budzisz się o dziwnych porach, rytm skrzynki mailowej się rozjeżdża, nawet „mięśnie dojazdowe” wydają się zardzewiałe. Każda prosta czynność znów wymaga świadomej uwagi - a to dla mózgu kosztowne.
Jednocześnie kulturowy scenariusz krzyczy „nowy rok, nowy początek”. To brzmi inspirująco, ale tworzy subtelną presję „wszystko albo nic”. Jeśli nie staniesz się natychmiast lepszą wersją siebie, masz wrażenie, że już zawiodłeś/aś. Ta mieszanka rozbitych nawyków, wysokich oczekiwań i niedomkniętych spraw z zeszłego roku to dokładnie przepis na przeciążenie.
Małe ruchy, które wyciszają hałas w głowie
Jeden praktyczny ruch, który działa lepiej niż jakikolwiek trik produktywności: ogłoś sobie „tydzień przejściowy”. Nie publicznie, nie wielką mową w social mediach. Po prostu ciche ustalenie z samym/samą sobą: pierwszy tydzień (albo nawet dziesięć dni) stycznia nie jest od ambitnych celów. Jest od porządkowania, kasowania i delikatnego rozgrzewania mózgu. Zmieniasz miesiąc ze sprintu w powolny trucht.
W tym tygodniu przejściowym daj każdej otwartej pętli swoje miejsce. Zapisz niedokończone zadania z zeszłego roku na jednej, niechlujnej stronie. Obok każdego dopisz literę: Z jak „zostaje”, W jak „wyrzucić”, P jak „później”. Ten prosty filtr mówi mózgowi: „Nie ignorujemy spraw - podejmujemy decyzje”. Przeciążenie karmi się nieokreślonością. Im bardziej jesteś precyzyjny/a, tym ciszej robi się w głowie.
Dyrektorka marketingu, z którą rozmawiałem/am, zaczyna rok od czegoś, co nazywa „amnestią mailową”. Sortuje skrzynkę od najstarszych, przez 15 minut tylko przegląda tematy i masowo archiwizuje wszystko, co ewidentnie umarło w 2023 roku. „Gdyby to było naprawdę krytyczne - ktoś napisze jeszcze raz” - powiedziała. Sam ten ruch zmniejsza liczbę nieprzeczytanych o połowę. To nie jest wymyślny system. To po prostu zgoda na to, by przestać udawać, że odpowie na każdą wiadomość z listopada.
Jest podobny trik na przeciążenie w życiu prywatnym. Jeden tata dwójki dzieci stworzył „styczniową listę może” dla wszystkich pomysłów na samodoskonalenie: nauka hiszpańskiego, 10 km, częstsze gotowanie w domu. Zamiast zamieniać je w sztywne postanowienia, parkuje je na tej liście i pozwala im „zapukać dwa razy”. Jeśli cel nadal żyje w lutym, trafia do kalendarza. Jeśli nie - po cichu znika bez dramatu.
Logika jest prosta: mózg nie znosi nieograniczonego wyboru. Kiedy zamieniasz „powinienem/powinnam robić wszystko” na „później wybiorę trzy rzeczy”, wewnętrzna presja maleje. Twoja uwaga nie jest szarpana w dziesięć stron naraz. Robisz miejsce na głębsze skupienie, zamiast próbować zbudować nowe życie w jedną noc. To także subtelny akt oporu wobec styczniowej narracji sprzedażowej, która mówi, że jesteś „zepsuty/a” i trzeba cię szybko naprawić.
Inny sposób na zmniejszenie przeciążenia to współpraca z naturalnymi cyklami mózgu zamiast gnębienia go. Zaplanuj styczeń jako miesiąc regeneracji, nie heroiczny reboot. To może oznaczać krótsze spotkania z jaśniejszymi decyzjami. Albo 45‑minutowe bloki pracy z prawdziwymi, fizycznymi przerwami zamiast „przerw na scrollowanie”, które po cichu wysysają z ciebie jeszcze więcej. Bądźmy szczerzy: nikt nie robi tego naprawdę codziennie. A jednak za każdym razem, gdy spróbujesz choćby przez jedno popołudnie, zauważasz, że umysł jest mniej rozproszony.
Liderzy mają też ukrytą dźwignię. Mogą ogłosić „bez dużych premier” aż do drugiej połowy stycznia, dając zespołom czas na domknięcie mentalnej luki między projektami z zeszłego roku a misją na ten rok. Na poziomie osobistym możesz skopiować ten duch: żadnych dużych decyzji o związkach, zmianie pracy czy przeprowadzce przez pierwsze dziesięć dni roku. Przeciążenie często wygląda jak pilność. Spowalnianie decyzji to łagodny sposób, by się temu przeciwstawić.
„Przeciążenie na początku roku nie jest osobistą porażką. To twój mózg wysyła bardzo rozsądną wiadomość: ‘Za dużo, za szybko’.”
Oto prosty „test zdrowego rozsądku na start roku”, który możesz trzymać na lodówce albo w aplikacji z notatkami:
- Co mogę świadomie odpuścić, zamiast ciągnąć to za sobą w ten rok?
- Które trzy zadania naprawdę mają znaczenie w tym miesiącu (nie w tym roku - w tym miesiącu)?
- Gdzie mogę przesunąć jeden termin albo oczekiwanie o dwa tygodnie?
- Które powiadomienie mogę wyłączyć przynajmniej do lutego?
- Komu muszę uczciwie powiedzieć, że moja głowa jest teraz na granicy pojemności?
Życie z przeciążeniem zamiast walki z nim
Jest cicha ulga w przyznaniu, że przeciążenie na początku roku nigdzie nie zniknie. Nasza kultura działa dziś w tym rytmie: mocny finisz w grudniu, mocny restart w styczniu. Sztuczka nie polega na tym, by stać się idealnie zoptymalizowanym robotem, który „ogarnia wszystko”. Sztuczka polega na tym, by przestać brać chaos do siebie. Na ludzkim poziomie ta zmiana zmienia wszystko.
W szary styczniowy wtorek możesz nadal otworzyć laptop i poczuć ścisk w klatce. W głowie wciąż będą migać niedokończone zmartwienia: zdrowie, pieniądze, starzejący się rodzice, to czy „jesteś na właściwej ścieżce”. Nie da się zrobić arkusza kalkulacyjnego na bycie człowiekiem. Możesz natomiast nazwać to uczucie - przeciążenie psychiczne - i traktować je jak pogodę, a nie jak wadę charakteru.
Niektórzy znajdują własne małe rytuały. Nauczycielka, którą poznałem/am, zapala tę samą świecę każdego styczniowego poranka, zanim otworzy planer zajęć. Ten mały, stały płomień mówi jej: „Po jednej rzeczy naraz”. Freelancer, którego znam, wybiera jeden wieczór w tygodniu jako „nienegocjowalne nic” - bez potrzeby robienia postępów: bez treningów, bez nauki, bez czyszczenia skrzynki. Odpoczynek przestaje być nagrodą za wydajność i staje się elementem zapobiegania przeciążeniu.
Potrzebujemy też bardziej szczerych rozmów o tym wszystkim. Kolega, który wygląda na nieobecnego na Zoomie, może nie być leniwy - może po prostu przechodzi swoją prywatną styczniową burzę. Przyjaciel, który odwołuje kolację drugi raz z rzędu, może być po prostu mentalnie pełny, a nie obojętny. Głębiej: zrozumienie, że każdy negocjuje ze swoim przeciążonym mózgiem, ułatwia okazywanie łagodności - innym i sobie.
Oto proste podsumowanie, o którym warto pamiętać na początku roku:
| Kluczowy punkt | Szczegół | Co zyskuje czytelnik |
|---|---|---|
| Styczeń rozbija rutyny | Święta przerywają nawyki, więc podstawowe zadania wymagają dodatkowego wysiłku umysłowego | Pomaga zrozumieć, czemu czujesz się wolniej i bardziej zmęczony/a niż „normalnie” |
| Nowe cele nakładają się na stary bagaż | Niedokończone sprawy z zeszłego roku mieszają się ze świeżymi postanowieniami | Pokazuje, że przeciążenie jest strukturalne, a nie wynika ze słabości |
| Małe granice zmniejszają hałas | Tydzień przejściowy, amnestia mailowa, „listy może”, wolniejsze decyzje | Daje realistyczne działania, by odzyskać fokus i przestrzeń na oddech |
FAQ
- Dlaczego w styczniu czuję się bardziej wyczerpany/a niż w grudniu? Grudniowe przeciążenie jest głośne i widoczne. Styczniowe jest cichsze, ale cięższe: ciało schodzi z intensywności społecznej i emocjonalnej, a mózg dostaje falę oczekiwań, planowania i presji „nowego startu”.
- Czy przeciążenie psychiczne to to samo co wypalenie? Nie. Przeciążenie jest zwykle tymczasowe i związane z konkretnym okresem lub kontekstem. Wypalenie jest głębsze i dłuższe: silne wyczerpanie emocjonalne, cynizm i poczucie nieskuteczności. Utrzymujące się przeciążenie może z czasem sprzyjać wypaleniu.
- Czy nadal powinienem/powinnam robić postanowienia noworoczne? Możesz, ale warto trzymać je lekko. Zamień je w eksperymenty zamiast obietnic. Spróbuj czegoś przez 30 dni, zobacz jak się czujesz, a potem albo dostosuj, albo odpuść - bez wstydu.
- Jak porozmawiać z menedżerem o tym, że czuję się przeciążony/a? Bądź konkretny/a. Zamiast „jestem przytłoczony/a” powiedz: „Mam trzy priorytety konkurujące o moją uwagę - co ma być pierwsze, a co może poczekać?”. Jasne kompromisy łatwiej usłyszeć niż nieokreślony distress.
- A jeśli moje życie nie może zwolnić w styczniu? Wtedy szukaj mikroprzestrzeni zamiast dużych zmian. Pięć minut chronionej ciszy przed snem, jedno spotkanie, którego odmówisz, jedno oczekiwanie, które obniżysz. Nawet drobne akty życzliwości wobec własnego umysłu mogą zmienić to, jak ciężki wydaje się początek roku.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz